Nawigacja
Konna Grupa Rekonstrukcji Historycznych "KRESY" (K-GRH KRESY)
Strona Główna
O nas
Szwadron Korpusu Ochrony Pogranicza "Olkieniki"
4 Pułk Strzelców Konnych Księstwa Warszawskiego
Forum
Linki
Kontakt
Szukaj

10 Pułk Ułanów Litewskich (10 PUL)
Historia
Sztandar
Barwy pułku
Odznaka pułkowa
Marsz pułkowy
Święto Pułkowe
Galeria
Źródła i materiały historyczne
Teki Andrzeja Siegieńczuka
Współczesne tradycje pułkowe
Anegdoty
Żurawiejki

Aktualnie online
Gości online: 2

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 134
Najnowszy użytkownik: ewa
Jubileusz 40-lecia Klubu Jeździeckiego "Białystok"
Napisane przez admin dnia maj 22 2008 22:26:14
Jubileusz 40-lecia Klubu Jeździeckiego „Białystok”
Patron KJ „Białystok”.
Święty Jerzy zabijający smoka
Juliusza Kossaka
Wręczenie nagród za udział w pokazach militarnych
W tym roku Klub Jeździecki „Białystok” na terenie swojej stajni w Ignatkach (w gminie Juchnowiec Kościelny) niezwykle hucznie obchodził 40-lecie powstania. Jest tym samym najstarszym klubem jeździeckim na Podlasiu. Z tej okazji 27 kwietnia na błoniach rozciągających się wokół starych zabudowań dworskich należących do klubu zorganizowano liczne gry i konkursy. M. in. militarne pokazy piesze i konne z udziałem naszego Szwadronu Kawalerii oraz Bractwa Historycznego Winland, Pospolitego Ruszenia Ziemi Tykockiej, 5 Pułku Piechoty Legionów „Zuchowatych” i plutonu rozpoznania 18 Batalionu Obrony Terytorialnej. Natomiast podlaskie kluby jeździeckie miały okazję zaprezentować swoich jeźdźców i konie w specjalnie zorganizowanym dla nich „Turnieju Rycerskim Św. Jerzego”. Autorzy festynu sięgnęli także do barwnej historii klubu prezentując wystawę fotografii pt.: „40 lat KJB”.
Przez lata KJ „Białystok” stał się
Jerzy Mirosław Płachecki
„Rotmistrz”
katalizatorem subkultury koniarzy. Z jego dorobku czerpały i czerpią nadal powstające od połowy lat 90-tych grupy i stowarzyszenia jeździecko-kawaleryjskie, w tym również nasz Szwadron Kawalerii. Dlatego warto przy tej okazji przytoczyć rys historyczny tegoż klubu wyjęty z książki My Czterdziestolatek. Z tradycji jeździectwa na Podlasiu, pierwszej tak szerokiej monografii poświęconej dziejom jeździectwa w naszym regionie autorstwa Jerzego Mirosława Płacheckiego – malarza, rzeźbiarza, kostiumologa, poety i gawędziarza. Wieloletniego działacza SKJ a następnie KJ „Białystok”, nauczyciela jazdy konnej i współtwórcy konkurencji Rajdów Długodystansowych, członka pierwszej komisji rajdów PZJ. Dzięki licznym zdjęciom oraz pięknym ilustracjom wykonanym własnoręcznie przez autora książka stanowi istną skarbnicę wiedzy o sporcie jeździeckim w naszym regionie. Z charakterystycznym dla siebie stylem pisarskim zamieścił również w tekście nazwiska osób i imiona koni, które w środowisku kawalerii ochotniczej są nietuzinkowe i znaczą bardzo wiele.

TAK TO SIĘ ZACZĘŁO
Proporczyk KJ „Białystok”
Pod koniec 1954 r., a z całą pewnością w 1955 r. w Zespole Szkół Rolniczych w Dojlidach (ZSzR) istniała sekcja jeździecka. Opiekę nad nią sprawował, będący jednocześnie szkolnym nauczycielem, przybyły do Białegostoku z Wołynia mgr Stanisław Żyźniewski. Człowiek nietuzinkowy, znakomity pedagog, a też wielki miłośnik płci pięknej i koni. Biegle władał kilkoma językami. Trochę dziwak, literat, rysownik, był obdarzony wieloma talentami - człowiek instytucja. W sekcji jeździeckiej, oprócz nauki jazdy wierzchem, odbywało się szkolenie w powożeniu. Organizowano konne wycieczki, nocne wypasy koni łączone ze śpiewem i gawędami przy ognisku. Zimą uprawiano skijring (jazda na nartach za koniem), dla mniej zaawansowanych oferowano kuligi. Opiekuna jeźdźców cechował również wielki sentyment dla białej broni - zwykł był chodzić przy szabli. Skutkowało to zaistnieniem unikalnej formy konnych ćwiczeń. Na wygrodzonym szrankami placu harcowali jeźdźcy zabezpieczeni szermierczymi maskami, do których z tyłu umocowane były pióropusze. Zbrojni w „pałasze” zmagali się, tocząc zaciekłe boje. Zwyciężał ten, kto pozbawił przeciwnika ozdoby z piór.
W pomieszczeniach zajmowanych przez sekcję zgromadzone były znaczne ilości białej broni. Sportowe szable i szpady, atrapy karabinów do ćwiczenia walki na bagnety, maski szermiercze. Te maski jeszcze do niedawna były w posiadaniu KJB. Do połowy lat sześćdziesiątych wśród członków sekcji, obok innych, byli również Henryk Juchnicki oraz Krzysztof Skorupski. Gdy ten ostatni z racji podjętych studiów przeniósł się do Warszawy, nawiązał kontakt z tamtejszym środowiskiem jeździeckim.
Widok na bramę główną
z wewnątrz zabudowań stajni KJ „Białystok„
w Ignatkach. Pejzaż zimowy
Zaowocowało to tym, że w 1968 r. został w Białymstoku powołany do życia Studencki Klub Jeździecki z siedzibą na terenie ZSzR w Dojlidach. Był to wówczas jedyny, poza warszawskim (powstał w 1965 r.), klub studenckich „koniarzy”. Wprawdzie istniały już na terenie kraju inne podobne kluby, czyli Akademickie Kluby Jeździeckie. Różnica nie tkwiła jedynie w samej nazwie, wynikała głównie z uregulowań statutowych. Wśród osób, które w działalności klubu zaistniały, oprócz Krzysztofa Skorupskiego, byli jego dwaj bracia Józef i Stanisław, a też Andrzej Kraskiewicz, Bogdan Pieńczuk oraz inni, których personaliów nie sposób teraz odtworzyć.
Zajęcia z końmi, prócz tych przypadających na okres letni, odbywały się w ramach sekcji prowadzonej przez mgr S. Żyźniewskiego. W czasie wakacji zrzeszone w SKJ-cie osoby uczestniczyły w środowiskowych i ogólnopolskich obozach, które organizowano w Państwowych Ośrodkach Hodowli Koni. Zasług prowadzących je ludzi dla rozwoju jeździectwa akademickiego nie sposób przecenić. W początkowym okresie były to Państwowe Stada Ogierów Łobez i Klikowa, a następnie PSO Kętrzyn. Tam właśnie odbywały się jazdy dla białostockich studentów w czasie ferii letnich i zimowych. Ten stan trwał do 1978 r.
Oprócz zajęć na ujeżdżalni w Dojlidach, członkowie klubu brali udział w różnych przedsięwzięciach, zwiększając atrakcyjność wielu imprez i obchodów. Wśród innych były, ubarwione historycznymi strojami jeźdźców, występy podczas Pogonaliów.
W czasie karnawału członkowie, sympatycy oraz zaproszeni goście uroczyście wypijali zdrowie konia na corocznym „Balu Koniarza”.
W początkach 1973 r., wobec coraz liczniejszych trudności, z jakimi borykała się grupa konnych na terenie ZSzR w Dojlidach, oraz dlatego - miało to kapitalny wpływ - że na emeryturę odchodził wieloletni nauczyciel i protektor mgr S. Żyźniewski, powstał zamysł. Wkrótce podjęto decyzję o przeniesieniu działalności SKJ-tu z Dojlid na teren PGR-u Ignatki.
Rzecz odbyła się w połowie 1973 r. W czerwcu tego roku, przy znaczącym udziale kol. Skorupskiego, zakupiono pierwsze konie. Były to: Agat, Bej, Coca, Dukla, Major, Perła. To wówczas klub otrzymał z Dojlid, oprócz większości sprzętu szermierczego oraz historycznych już siodeł, wspaniały powóz z kolekcji hr. Lubomirskich.
Dzięki zaangażowaniu i pracowitości członków oraz rozsądnym decyzjom zarządu, następował szybki rozwój klubu. Osobowością, która znakomicie wyróżniła się w tamtym czasie, był kol. Bogdan Pieńczuk, wspomagany później przez innego zapaleńca - najpierw członka klubu, później przez kilka lat również etatowego pracownika, jednocześnie zatrudnionego w PGR Ignatki - Krzysztofa Wiktorowicza.
Dobra współpraca z działaczami SKJ-tu warszawskiego zaowocowała tym, że latem 1974 r. wspólnie zorganizowano pierwszą letnią bazę pomieszczoną w dworku Jodłówka k. Wojnówki. Wspominając kontakty z innymi środowiskami jeździeckimi, nie można pominąć tu więzów, jakie połączyły białostoczan z koleżankami i kolegami z Opola. W 1975 r. uruchomiono letnią bazę w Strabli nad Narwią. Uczestnicy obozów rozlokowani byli w starym lamusie, zaś w zabytkowej kamiennej stajni rżały klubowe wierzchowce z Białegostoku i Opola. Podobnie działo się w latach następnych: 1976, 1977.
Po dwuletniej przerwie, kiedy to klubowicze spędzali wolny czas na obozach z ogólnopolskiego przydziału (Białka, Łąck, Książ), w 1980 r. letnią bazę klubu ulokowano w Teremiskach koło Białowieży. Tamtegoroczne lato było szczególnie deszczowe, a lokalizacja w pobliżu puszczańskich bagien skutkowała nadmiarem uciążliwego robactwa. Głównie to spowodowało, że klub nie przedłużył dzierżawy leśniczówki na następny rok.
Lata 1981-1984 to czas letnich obozów, które odbywały się w osadzie leśnej Szelągówka koło Tykocina. Początkowo ich uczestnikami byli głównie studenci z białostockich uczelni: Politechniki Białostockiej, Akademii Medycznej i Filii Uniwersytetu Warszawskiego. Później ośrodek udostępniono także żakom z Warszawy, którzy organizowali tu obozy. W 1988 r. po raz ostatni białostoczanie gościli w Szelągówce. Trenowała tu ekipa rajdowców przed zawodami w Lućmierzu. W 1987 r. zorganizowano obóz w Kuberce koło Królowego Mostu, później gajówka wykorzystywana była jako baza dla rajdów turystycznych i sportowych. Wymienione powyżej wakacyjne bazy posiadały znaczną autonomię. Dzięki porozumieniu z dyrekcją Zespołu Zakładów Energetycznych w Sztynorcie, w ośrodku wczasowym „Energetyk” nad jeziorem rajgrodzkim, w ramach akcji „Lato w Siodle” prowadzona była nauka jazdy oraz działalność usługowa w formie przejażdżek zaprzęgami. Fakt, że do Rajgrodu przybywali również studenci z Białegostoku, Warszawy i Opola, nie powinien dziwić. Kontakty tych środowisk były nieustające. Obok rywalizacji sportowej wyrażało się to szczególnie w sferze towarzyskiej. Wizytowano się wzajemnie, biorąc udział w: biegach św. Huberta, Balach Koniarza, zabawach sylwestrowych, obchodach jubileuszów i, co oczywiste, letnim wypoczynku przy koniach. Ten organizowany był nie tylko na obszarach Podlasia. Jeszcze w 1986 r. klub „Ostroga” w Bierkowicach k/Opola, na dwóch piętnastoosobowych turnusach, gościł białostockich studentów.
Popularną formą hipicznej edukacji były wyjazdy do Państwowych Stadnin Koni oraz Państwowych Stad Ogierów. W 1976 r. dwóch członków klubu uczestniczyło w studenckim międzynarodowym obozie jeździeckim we Francji, zaś w 1977 r. wśród uczestników ogólnokrajowej wycieczki do Moskwy znaleźli się także członkowie SKJ-u Białystok.
W 1982 r. pod patronatem Studenckiej Spółdzielni Pracy zostaje utworzony Studencki Ośrodek Jeździecki. Spółdzielnia zabezpieczyła jeden etat. Kierownikiem ośrodka został kol. Lech Skrzos. Ośrodek funkcjonował do 1983 r., do czasu, kiedy to klub na powrót został włączony w struktury Biura Podróży i Turystyki „Armatur”, będącego agendą Zrzeszenia Studentów Polskich.
Na przełomie 1979/1980 r., oprócz zajmowanych dotychczas pomieszczeń, klub otrzymał w użytkowanie, znajdujący się po przeciwnej stronie drogi (vis a vis parku), niewielki budynek. Wcześniej mieściło się w nim przedszkole. Zaadaptowano go do celów reprezentacyjnych i nazwano Świetlicą. Odbywały się tam wszelkie uroczystości. Spotkania, wieczornice orientalne w strojach, hubertusowe imprezy, andrzejkowe wróżby, zabawy sylwestrowe. Urządzone z przepychem wnętrze doskonale ułatwiało życie towarzyskie w klubie. Tak trwało kilka lat.
Od 1985 r. postępował systematyczny rozwój. W 1986 r. klub miał na stanie: autobus Jelcz RTO-706, który z czasem był zaadaptowany do przewozu koni, samochód dostawczy Żuk - furgon, autobus Autosan H9-35 oraz ciągniki rolnicze Ursus C-355 i JUMZ. W marcu tego roku do zarządu klubu wpłynęła propozycja wzięcia udziału w I Ogólnopolskim Długodystansowym Rajdzie Konnym. Temat udziału KJB w tworzeniu oraz rozwoju konkurencji Długodystansowych Rajdów w Polsce, to osobne zagadnienie, które wymaga odrębnego szczegółowego opracowania (…).
Zapewne istniały też w klubie problemy, gdyż pomimo minimalnej wtedy - w porównaniu do czasów obecnych - biurokracji, prócz tego, co wyrażało się efektem namacalnym, trzeba było wykonywać tzw. robotę papierkową. Właśnie to, obok chęci wykazania się estetyką korespondencji, stało się powodem zakupu pierwszej w historii klubu maszyny do pisania.
Ten doniosły moment nastąpił dnia 13 stycznia 1986 r., a produkt był firmy Łucznik. Do teraz zalega w klubowym magazynie. Maszynę zamknięto na klucz, aby zapobiec ewentualnej masowej emigracji klubowiczów do sfer literackich, gdyż ta mogłaby utrudnić eksploatowanie ich w pracach remontowo-budowlanych.
Wiosną 1987 r. na hipodromie w Ignatkach odbył się Konny Turniej Rycerski. Nawiązując do tradycji podobnych imprez organizowanych wcześniej w Dojlidach, członkowie klubu zaprezentowali widzom swoje militarne umiejętności. Odbyły się konne gonitwy z kopią „do pierścienia”, pokazy strzelania z łuku w galopie oraz walki na miecze. Zapewne entuzjazm publiczności, jaki wzbudziły występy jeźdźców z KJB podczas wielkiego plenerowego widowi¬ska uświetniającego zlot polskich Tatarów (Kundzin 1983), rozbudził w męskiej części klubowiczów rycerskie ciągoty.
Prace inwestycyjne zakończono w czerwcu 1987 r. Wybudowano wtedy nową, mieszczącą sześć boksów stajnię. Z czasem przeniesiono tam (kolejna przebudowa) wozownię. Aktualnie w jej części znajduje się sala kominkowa.
Ówczesny prezes hołdował zasadzie, że brak zatrudnienia wywołuje w młodzieży zbędną jej potrzebę myślenia. Zaraz po wyremontowaniu starej i wybudowaniu nowej stajni, ruszyły prace przy ujeżdżalni. Równolegle przeprowadzano renowacje i konserwacje używanych w klubie pojazdów konnych. O efektach tych działań niech świadczy to, że na przełomie lat 1986-1987 do Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków wpłynęło pismo od dr Teresy Żurawskiej. Będąca kustoszem działu pojazdów konnych Muzeum w Łańcucie pani Teresa wyraziła opinię, że białostocki konserwator powinien otoczyć szczególną troską zabytkowe pojazdy znajdujące się w ignatkowskiej powozowni. Było tego dużo: osiem powozów i bryczek, rozmaite sanie oraz akcesoria.
W 1988 r. Klub Jeździecki Białystok oraz PGR Ignatki wspólnie tworzą Ośrodek Hodowlano-Jeździecki. W tym właśnie roku ma też miejsce znaczące wydarzenie. W czerwcu na zawody konne w Ostrołęce wierzchowce dostarczono własnym koniowozem. Był to, przerobiony na bazie almaturowskiego Jelcza, „Challanger”. Służył jeszcze w Ignatkach do 2001 r., donośnie obwieszczając wkoło, że zbliża się ekipa KJ Białystok.
Znaczący jest również 1988 r. z tego powodu, że właśnie wtedy, w ramach już wcześniej istniejącego obrotu końmi, sprzedano pierwsze sztuki do strefy dewizowej. Wśród innych były Hesja i Nemark. Otwarło to możliwość dla zaistnienia na terenie klubu punktu kopulacyjnego, który świadczył usługi dla lokalnych hodowców.
Działalność rozpoczęła się od zakupu ze środków Urzędu Wojewódzkiego dwóch licencjonowanych ogierów rasy wielkopolskiej - Ignisa i Kołczana. W kwietniu tego roku dołączył do nich, wydzierżawiony z PSO Białka, małopolski ogier Agros.
Punkt istniał do początku 1991 r. Ponownie został uruchomiony w styczniu 1993 r., przyjmując na etat ogiery z PSO Braniewo. Były to ogier wlkp. Heksametr oraz ogier sp. Delos, które następnie wymieniono na ogiery Cent i Heef. W 1996 r. z funduszy własnych oraz przy znaczącym wsparciu finansowym Wojewódzkiego Związku Hodowców Koni, dzięki życzliwości dyr. Niwińskiego, zakupiono małopolskiego ogiera Proton. Świadczenia usług zaprzestano w 2001 r.
W 1988 r. oddano do użytku nową, do dziś służącą jeźdźcom, ujeżdżalnię. Zniwelowany teren ogrodzono i obsadzono żywopłotem. Nawieziony został piasek i zainstalowane oświetlenie.
Znaczącą rolę odegrał w rozwoju klubu, dwukrotnie pełniący funkcję prezesa, kol. Krzysztof Miklaszewicz. Niechętna mu klaka nie mogła zmienić faktu, że w wyniku jego organizatorskich poczynań klub rozwijał się znakomicie. Przez wiele lat wspólnie z przyjacielem Bogdanem tworzyli zgrany duet (jak para koni w zaprzęgu), co zapewne było powodem, że część jego zasług przypisano temu drugiemu. Było jednak niewątpliwe, że to dzięki Krzysztofowi znalazły się w klubie etaty dla młodego pokolenia wykształconych jeździeckich fachowców. W 1988 r. zostali zatrudnieni absolwenci AWF w Gdańsku i instruktorzy sportu - Małgorzata Roszkowska i Mariusz Kruk. Miało to znaczący wpływ na dalszy rozwój uprawianych w klubie konku¬rencji, tym bardziej, że w następnym 1989 r. były już zakwaterowane 24 konie.
Nadszedł 1990 r. Dyrekcja PGR Ignatki wycofała swoje udziały w Ośrodku Hodowlano-Jeździeckim. Zmusiło to zarząd klubu do odkupienia tych koni, które były własnością PGR-u. W efekcie takiej decyzji klub stał się wyłącznym właścicielem wszystkich dwudziestu czterech, przebywających w jego stajniach, rumaków.
Panuje zabobon, a w nim zawarte przekonanie, że po latach tłustych muszą nieuchronnie przyjść chude lata. Po co zaraz lata? Wystarczy czasem rok, albo nawet pół, aby doszczętnie zostało zniszczone to, co było tworzone wspólnym, długotrwałym wysiłkiem.
Mając na uwadze interes osób zajętych lekturą tej publikacji oraz przewidując, że zaciekawione mogą zechcieć udać się do Białegostoku, aby tam podziwiać bogatą kolekcję zabytkowych siodeł i kulbak, a jeszcze bardziej unikalnych powozów i związanych z nimi akcesoriów, uprzedzamy: Kochani! Odwołajcie wycieczkę. Oczywiście zawsze będziemy Was serdecznie gościć, ale to, czym obecnie dysponujemy, jest w zasięgu możliwości posiadania większości jeździeckich klubów. Gromadzone wspólnym wysiłkiem kolejnych członków i sympatyków zabytkowe eksponaty przepadły bezpowrotnie. Nastąpiło to w efekcie specyficznego interpretowania koncepcji prywatyzacji. Tak jak wśród koni bywają egzemplarze szkodliwe dla interesów jeździectwa, podobnie wśród ludzi zdarzają się, niestety, jednostki, których poczynania niszczą dorobek poprzedników. Nieszczęściem dla bytu klubu było to, że w 1991 r. przez po¬nad sześć miesięcy obowiązki prezesa pełnił, nie posiadając do tego mandatu, Boguś. Miłośników katastroficznych scenariuszy efekty poczynań tego chłopca mogą w pełni zadowolić. Diametralnie inaczej odczuł je interes ogółu. To, że w Ignatkach bezwolnie przymulonych klubowiczów budzących się nagle z letargu oślepiła starodawna prawda, że mądry Polak po szkodzie, jest faktem bezspornym. Przebudzeniu towarzyszyły kłótnie, szarpanina, procesy sądowe i inne takie zajęcia.
W Polsce Temida nigdy nie zażywała koni - bo kobita ślepa, niestety - to i nie umiała zorientować się w temacie. W tych okolicznościach wynik dochodzenia swoich racji był dla klubowej większości przewidywalny. Klub został „goły”, ale za to z długami.
Jeździeckie niedobitki przez pewien czas gościli w swoim gospodarstwie Zawady nauczający do czasu w Ignatkach instruktorzy, Małgorzata & Mariusz. Wielu innych, po nieskutecznym „cmokaniu w zad” destruktora, rozpierzchło się, unosząc drobne fanty. Niektóre z nich nie były zresztą takie drobne, np. wcześniej Krzyś wywiózł do siebie apetyczny wolancik. Gienio też chciał sobie czymś pojeździć... Boguś zabrał wszystko, co było do wzięcia, rozumując, że prywatyzacja to nic innego, jak oficjalne przywłaszczenie sobie tego, co z trudem wypracowali inni. Czy kogokolwiek to dziwi? A jeśli, to zdziwienie musi być udawane, wystarczy przecież rozejrzeć się wokoło - toż to Polska właśnie!
Boguś szarogęsił się do listopada 1991 r. Złośliwi prześmiewcy mogliby głosić, że robił to niesamowicie, ale skutecznie. Czy mogło się tak dziać, bo w czasach, które nastały, zamęt był powszechny? Czy dlatego, że ci, którzy odcisnęli najgłębsze piętno, byli akurat daleko, poza możliwością zapobiegania lawinowo toczącym się wydarzeniom? A może, bo działo się to w przytomności córek i synów szczególnej nacji - tej, która swój codzienny zachowawczy byt usprawiedliwia iskierkami z Kircholmu i Samossierry, płomykami dawno wyblakłego heroizmu. Na szczęście boska opieka podsunęła temu, pozbawionemu cywilnej odwagi, zbiorowisku instytucje tajnego głosowania. Dzięki takiemu darowi niebiańskiej opatrzności, w czasie zwołanego pospiesznie zebrania - Boguś padł. Nie udało się chytruskowi przepchnąć tych zmian w statucie, które pozwoliłyby mu dożywotnio czerpać z tego, co tliło się jeszcze w pojęciu KJB.
Kończył się feralny 1991 r. Zebrała się grupka najwytrwalszych i dawajże „lizać rany”. W życiu klubowym pojawił się nieznany dotąd element: bywanie na policji, a później w sądach. Wróciła do Ignatek część, rozproszonych po okolicach, klubowiczów. Rozpoczęło się żmudne porządkowanie ruiny. Zostało w niej pięć (z 24) koni, w tym dwa źrebaki oraz jeden okulawiony. W powozowni tylko dwa powozy, jakieś sanki i fura. Zniknęły siodła - i te historyczne, i sportowe (kilka nie było nawet użytych - bo na zapas). Ciągnik miał zatarły silnik, prasa do słomy nie nadawała się do użytku. Koniowóz został „aresztowany” w warsztatach mechanicznych za niezapłacony remont oraz długi. Dobrze wyposażony warsztat i kuźnia świeciły pustkami, zniknęło ich wyposażenie i jeszcze „wyparował” gdzieś cały zapas paszy.
Wszystko, co niebywale szybko udało się zniszczyć jednostce, wspólnym wysiłkiem tworzono przez długie lata. To cykliczny w historii motyw. Naprawa szkód często trudniejsza jest niż proces budowy. Tym trudniejsza, że ich widok osłabia morale, wzbudza żal za utraconym. Bo przecież ogarniać powinien smutek na widok pieńka w miejscu, gdzie jeszcze niedawno rozrastało się wspaniale drzewo.
Wybrany głosami Walnego Zgromadzenia nowy prezes osłabł po niecałym roku działalności i motywując to „stanem zdrowia”, złożył rezygnację. Została przyjęta. Przedtem jednak robił, co mógł. Prasa do słomy i siana, ciągnik, autokar Autosan oraz furgonetka Żuk zostały sprzedane na pokrycie długów. Była to jednak przysłowiowa kropla w morzu.
W listopadzie 1992 r. odbyły się wybory, które wyłoniły nowy zarząd oraz prezesa KJB. Tempo odbudowy wyraźnie przyspieszyło.
W istniejących wtedy okolicznościach jedynym sposobem na spłacenie długów i prowadzenie bieżącej działalności, był handel końmi. Pierwsze zakupy były dokonywane albo za pożyczone pieniądze, albo na drodze wymiany za pozostałe resztki mniej przydatnego sprzętu (np. w klubie zostały szory, do których nie było już powozu).
W 1993 r. (styczeń) współzałożyciel klubu, Krzysiek Skorupski, kolejny raz pomógł w pozyskaniu koni. Przekazał w użytkowanie klacz Kukaracza. W tym samym czasie z PSO Braniewo, dzięki uprzejmości dyrektora, wydzierżawiono dwa ogiery: Heksametr i Delos. Wywodzący się ze starej koniarskiej rodziny dyrektor Wojciech Ganowicz w czasach studenckich aktywnie działał w jeździectwie akademickim. Dyrektorując w PSO Braniewo, a i później, po przejściu do PSO Kętrzyn, pomagał klubowi. W następnych latach przybyły stamtąd do Ignatek ogiery Heff i Cent.
Konieczność prowadzenia obok działalności statutowej również usług skutkowała wprowadzeniem do klubowych stajni koni prywatnych. Czasem ich ilość zrównoważyła się, a nawet przewyższyła liczbę wierzchowców będących w dyspozycji klubu.
W 1996 r. dokonano istotnej przebudówki stajni. W miejsce dotychczasowych stanowisk pojawiły się pełno wymiarowe boksy dla koni.
Na przełomie lat 1999/2000 wiernie służący klubowi (nie tylko do przewozu koni) Challanger, którego apetyt na paliwo przerósł możliwości finansowe klubu, został odsprzedany świeżo uformowanemu, przejmującemu tradycję 10 Pułku Ułanów, konnemu oddziałowi. Powstałą lukę wypełnił, zakupiony prywatnie przez kolejnego prezesa, samochód Mercedes, który nowy właściciel dostosował do przewozu koni i nieodpłatnie użyczał klubowi. Wynikiem kolejnego zakupu jest obecnie większy, mieszczący pięć koni, koniowóz - Star. Systematycznie rozwijała się działalność usługowa, w wyniku czego zaistniała konieczność wyposażenia padok w elektryczne pastuchy.
W 2006 r. z powodu kradzieży zostały poniesione ogromne straty w sprzęcie. Trzeba było dokonać niezbędnych zakupów oraz zainstalować alarmy. Czasami testuje je, sprawdzając czujność pracowników firmy ochroniarskiej, wieloletni „członek klubu” Kacper - rude kocisko.
W 2007 r. z części, którą zajmowała powozownia, wygrodzono pomieszczenie i tam znajduje się obecnie sala kominkowa. Jest w niej, co oczywiste, kominek z charakterystycznym, odwróconym przez dziwaczny koncept rzemieślnika, blatem.
Od wielu lat organizowane są imprezy dla dzieci i młodzieży, które zawierają w sobie przejażdżki bryczką oraz jazdę wierzchem. W finale, oprócz ogniska, uczestnikom udostępniany jest również, niezbędny obecnie, grill.
Życie codzienne upływa podobnie, jak w innych klubach jeździeckich - między stajniami, ujeżdżalnią i łowieniem sponsorów niezbędnych dla utrzymania ośrodka. Czasem kilkoma złotówkami wspomoże także administracja państwowa. Radości z tego dużo, a jeszcze więcej późniejszego rozliczania się.
Przez ostatnie lata zaszły ogromne zmiany w otaczającym klub pejzażu. Budynki mieszkalne (te wielo-, jak i jednorodzinne) stanęły niemalże w bramie wjazdowej. Upływający wkrótce termin dzierżawy obiektów stawia przed zarządem klubu nowe wyzwania. Czy im sprosta? Obecnie władze gminy stworzyły szansę, która dobrze rokuje na przyszłość. Jak wykorzystają to władze klubu pokaże czas oraz wybór, którego wkrótce dokonają aktualni członkowie KJB.

PREZESI KLUBU:
Andrzej Kraskiewicz 1969-1973
Stanisław Skorupski 1973-1977
Krzysztof Miklaszewicz 1977-1979
Bogdan Aleksander Pieńczuk 1979-1987
Krzysztof Miklaszewicz 1987-1990
Andrzej Zieniewicz 1991-1992
Donata Maria Wroczyńska 1992-2000
Mariusz Kruk 2000-
ETATOWI PRACOWNICY KLUBU:
Lech Skrzos 1982-1983
Bogdan A. Pieńczuk 1985-1989
Piotr Gadomski 1985-1986
Krzysztof Wiktorowicz 1985-1990
Jan Polanowski 1985-1990
Janusz Gogol 1987-1990
Bogdan Bielonko 1985-1986
Teresa Ejsmont 1986-1991
Jan Danak 1986-1991
Janusz Czmoch 1991
Bogdan Daciuk 1990
Piotr Forczewski 1990
Donata Wroczyńska 1992-2000
Małgorzata Roszkowska-Kruk 1988-
Mariusz Kruk 1988-

DOKTORZY „NIELUDZCY” – LEKARZE WETERYNARII
Adam Wróblewski, Bartłomiej Olszewski, Maria Iwona Rudobielska

PODKUWACZE:
Michał Fiedorczuk - kuł konie jeszcze w 10 Pułku Ułanów Litewskich. Po raz ostatni okuł dwa klubowe konie w 1990 r. przed ich wyjazdem na zawody do Ankum (RFN).
Stanisław Gut - podkuwacz z PSO Kętrzyn
Ignacy Kępicki - obywatel całej Polski, wieczny wędrowiec
Jan Musiał (najdłużej, od 1992 r.) - z PSO Kętrzyn, obecnie , „Wolny Rzemieślnik”

ANSAMBL MUZYCZNY:
W latach osiemdziesiątych zawody, uroczystości i biegi św. Huberta uświetniali grą na rogach myśliwskich:
Mirosław Siergiejewicz - Zając, Indianin oraz Zbigniew Dobrzyński - Hindus

ŹREBAKI URODZONE W STAJNIACH KJB:
Od Gujany po Nitrycie - padł nie nazwany wkrótce po wyźrebieniu
Od Stokrotki po Agrosie - Agroma
Od Starki po Agrosie - Asan
Od Willi po Agrosie - Agent (w klubie nazywany Willow)
Od Fosy po Heksametrze - Hossa
Od Scenerii po Kaskaderze - Kmicic (do dziś w klubie)
Od Dwójki Trefl po Bajusie - Dama Pik (zawsze z czerwoną kokardką od uroków, tzw. Blotka).

J. M. Płachecki, My Czterdziestolatek. Z tradycji jeździectwa na Podlasiu, Białystok 2008, s. 17-31.

Komentarze
Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Narodowe Archiwum Cyfrowe